My name is buka 2010-02-06 11:23:24

My name is buka. I live on the second flour... ;)

 

 

(kolega miał na opisie na gg, nie mogłem się powstrzymać ;))

Humor mi dopisuje. Choć śniło mi się dziś, że wstałem o 15.30. Jak tak można marnować czas? A potem wydawało mi się, że ktoś otwiera drzwi do mieszkania. No i się zbudziłem prawie zlany potem o tej ósmej rano. Akurat wszyscy lokatorzy gdzieś wybyli na południe polski. Chata wolna na weekend. Rzęzi cicho wiatraczek w kompie i kręgosłup mnie napie... no napadowe bóle pleców mam, ale to mały szczegół. Powinienem iść na basen. Może jutro, a może jakoś w tygodniu. Mam manię przekładania, odkładania na później. Książki rozpoczęte, ale gdzieś tam w połowie czy na początku utknąłem. Sprawy nie do końca załatwione. Wręcz rozgrzebane. Niedokończone przyjemności, przygryzione wargi do krwi. A może to po prostu życie za bardzo w biegu. Myślę o niej. Chyba jestem znów zakochany. A może znów sobie coś uroiłem. Coś mi się w głowie poprzewracało. Te wszystkie znaki werbalne i jeszcze osoby z otoczenia, jakby mówiące „Tomek zakochaj się” i że ta osoba jest tuż obok, na wyciagnięcie ręki. Chcą mnie zeswatać. Układy, uniki, mimiki. Może akt desperacji wiedzie mnie na manowce. Nie myśleć, za dużo nie myśleć. W sumie powinienem zrobić masę rzeczy. Pranie już się zrobiło, na zakupy trzeba pójść. Wziąć się w garść i działać. 

W naszym mieście niewiele się dzieje, jest paru kumpli, są przyjaciele.

 

zima, bytom

Są miejsca do których się wraca. I cieszy spacer 50 minutowy nawet przy dużym styczniowym mrozie. I cieszy podchmielona wesoła banda, z którą w jeden weekend urządzamy klabing w Bytomiu, a w kolejny jedziemy w góry by pozjeżdżać na nartach. 

Zjechałem z Małego Skrzycznego (1211m) (Szczyrk, Czyrna - trasa 2 i 3), i się nie połamałem, więc jest dobrze. Narty miałem raptem 3 razy w życiu na nogach jakieś 12 lat temu i zjeżdżało z małej górki gdzieś na wsi.  

Po drodze jeszcze wieczory urodziny u Anety, Sherlock Holmes u Tricky'ego, Avatar w kinie z Anią. 

Notkę i dobry humor zapewnił zespół COMEYAH.


Ja widzę coraz więcej Słońca.
Coraz więcej Słońca wokół mnie.
Ja widzę coraz więcej Słońca.
Coraz więcej Słońca - tego chcę.

(Comeyah - coraz więcej słońca)

 


skomentuj (2)

Wesoły jestem 2010-01-17 13:23:19

Pustki
W sobotę około południa zagadał do mnie wczoraj Tricky i zapytał "wybierzesz się na koncert Pustek?". Nie trzeba mnie było namawiać nawet ułamka sekundy. Wieczorem po 20-tej wyszedłem z domu i pokonałem około 1150 metrów dzielących mnie od siedziby Agory, gdzie celebrowany był Jublieszu Gazety Stołecznej.


Koncert Pustek

Na miejscu czekał Maciek z Eweliną (pozdrawiam), załapaliśmy się na słodką wuzetkę, przecisnęliśmy bliżej sceny i delektowaliśmy się muzyką Pustek. Nie zabrakło takich kawałków jak: Kalambury, Wesoły jestem, Niezdrowy rozsądek, Nie zgubię się w tłumie, Koniec kryzysu, Parzydełko.







Zakupy cieszą
Poza tym sobota minęła zakupowo. Zrobiłem zakupy w sklepie Unicefu, a później z lokatorem Tomkiem. pojechaliśmy do centrum handlowego na cotygodniowe zakupy. Chyba z godzinę męczyliśmy się z odkopaniem zasypanego samochodu, ale w końcu się udało. Jako, że w mieszkaniu nastąpiła kolejna rotacja (Marcin się wyprowadził do swojej dziewczyny, zabierając parę sprzętów w tym opiekacz i patelnię), toteż dokupiliśmy parę rzeczy do mieszkania. Nowy sandwiczer, większa i głębsza patelnia czy zaparzacz do herbaty (jak słodko zostać T(ea)-man'em) okazały się strzałem w dziesiątkę. Dodatkowo kupiłem rzeżuchę, która stoi na parapecie i niebawem zacznie kiełkować. Już się nie mogę doczekać, aż się zazieleni, a na kanapkach będzie 2-3 razy więcej witamin niż w pomidorach :)

Trzech Tomków na Tureckiej
Jak już wspominałem w wynajmowanym mieszkaniu zwolnił się pokój. W tygodniu zamieściłem ogłoszenie na Gumtree. Było parę telefonów, jedna "prawie prawniczka" oglądała mieszkanko, ale najwidoczniej znalazła coś innego, bo się nie odezwała. Wczoraj przyszedł oglądać mieszkanie Tomek z Wrocławia. Miał jeszcze kilka mieszkań do obejrzenia, więc pojawiła się niepewność. Wczoraj wieczorem zadzwonił z informacją, że dziś się popołudniu wprowadza i że w międzyczasie nie poznał fajniejszych lokatorów. Nice.

Poza tym odkrywam muzykę kapeli Galago, próbuję uporać się z kilkoma projektami (w tym walka z jakimś złośliwym skryptem psującym) i chwilami odprężyć, pomyśleć przy jakimś filmie (4 miesiace, 3 tygodnie, 2 dni, Pechowiec, Narzeczony mimo woli, Ugly Truth, The Great Buck Howard)
skomentuj (1)

Przeładowanie 2010-01-09 06:12:35

Jest 4 rano piszę przez chwilę, to co mi się we łbie ułożyło, nie mogę spać, tysiąc myśli kołacze się pod czaszką, gdzieś pomiędzy wierszami, słowotok, myślotok, śnieg zapierdziela za oknem, męczy zgaga, obfity posiłek, chodź ulepimy bałwanka, nie ma skutku bez przyczyny, nie szukaj drogi, znajdziesz ją w sercu, Variete, łyk wody mineralnej, stres w pracy, rozpierdala mnie od środka, London type smog, zaszyję się w kąciku, magazyn wyobraźni, pozwól mi lepszym być, zapach wyjścia, kto nie robi światła, ten nie robi nic, wielka orkiestra, kilka miesięcy ciszy, herbata flower of Hawai, brzydka prawda, za mało snu, makraon, mam dość, małostkowość, ręce mi się trzęsą, ostatni raz, słowo pisane, gin z tonikiem, cały mój świat potrzebuje psychologa, rozpaczliwe wołanie o pomoc, proza życia przelewała się ze szklanki do szklanki, kilka prób napisania notki, zeitgeist, niebieski balon, społeczeństwo musi płacić za sukcesy, 8godzin pracy, 8 wypoczynku i 8 snu, czeski film, kochać to znaczy dotknąć zobaczyć, ktoś krzywo spojrzał, brak sprawiedliwości, odrobina luksusu, na skrzyżowaniu słów, coś zbawiennego dla ludzkości, tych nie wypowiedzianych, to nie ja, zostawcie mnie w spokoju, ludzki gest, chowasz twarz do słońca, błahostki, chodźmy razem tam gdzie nikt nie pozna jak się śmiejesz, brakujący plugin, bez instynktów macierzyńskich, toruńskie pierniki, gdzie jest moja rewolucja, stare numery, kariera, niczego nie potrzebuję, Eleven, fach w ręku, spontaniczne wydać kilkadziesiąt złotych, opowiedz jak się czujesz, kow how, Avantgardedog, współczucie, trwa rytualny pożar, mocno trzymam cię za rękę, pozytywne regage, serki dietetyczne, nie ufam frajerom, milczymy sobie patrząc prosto w oczy z Martą, dobre zarządzanie projektami, gdzie są moi przyjaciele, 300 kilometrów, masz prawo płakać, masz prawo się wstydzić, człowiek dekady, esy floresy fantasmagorie, prestiż, pozycja, moda i władza, głośniej od bomb, powroty, rozstania, Andy Band, nowy klient, jedno słowo i wylewasz łzy, niewiele tu po mnie, sok z czarnej porzeczki od mamy, okryję kołdrą, aż po samą szyję, czerwony jak cegła, sterta nieprzeczytanych gazet, na skok na wspak do przodu, wirtualna ściema, opowiedz mi o smaku chleba razowego z pastą avocado, buziak, Funeral blues, źle się dzieje w państwie polskim, emocje, sentymentalnie rozczulam się nad każdą pierdołą, ciekawa książka, przepraszam, uczucia, London type smog, zdrowa żywność, nie zrobię więcej zdjęć, śmierć nosi czarny stanik, co ja mam, 13 piętro, nakrętki z butelek plastikowych dla osoby niepełnosprawnej, świat się zieleni, wciąż ten sam, w moim świecie nietykalnym, wojownicy z dawnych lat, łyk kawy, mówiono o nim king, nie miej do mnie żalu, szklanką po łapkach, niespełniony sen każą nam śnić, klub samobójców, zostawcie mnie w spokoju, spacery późno w nocy, oszczędzanie na jedzeniu, ciągła obserwacja, ubieram choinkę, szczere intencje, nie zamieniłbym tych paru dni za żaden skarb, ona nie może na niego patrzeć, Listen to the Radio, on z nią nie chce gadać, miliardy spraw, raczej sprzedajesz czy bardziej kupujesz, Kosmonaut, słaba bateria w aparacie, dziękuję mamie i tacie za opiekę, Dave Matthews Band, chipsy i orzeszki, robienie z siebie idioty, rozleniwienie, szkoda, że nie poszli na kompromis, milion zadań, Baader-Mainhoff, jedni przychodzą, drudzy odchodzą, grzane wino z pomarańczą, optymalizacja kodu, tak potrzebny odpoczynek, jestem sam, mechaniczne schody jadą w górę, sobie poradzę, stoję w miejscu, barszcz z uszkami, w moich myślach dla nikogo, nic nie czuję, frazy do pozycjonowania, przeładowanie, Koncert Alice In Chains w Stodole, natura chomikarza, hasło do archiwum, ponton, wypalenie, pyszny Ciechan miodowy i szachy z Agą, odrobina poezji, złe koncentracje, rozejrzyj wokół się, tu znajdziesz cały świat, potęga podświadomości, zostańmy razem, gorąca czekolada parząca język, z tak wielu małych ja składa się cały świat, roczne postanowienia, święty spokój, nic na siłę, wątła psycha nie wytrzymała, sugerowanie się okładką i opisem z ostatniej strony, mam dość swoich marzeń, jak ja lubię kontrasty, dostaniesz to co innym dasz, kiedyś umrę, presja czasu, bezdroża, przyjemności, lepsze zarządzanie czasem, wielkie nic, dobre decyzje, ty co nie lubisz trawy, reaktywacja Soundgarden, święta rodzinne, śniło mi się, że koleżanka napisała książkę i ją sama wydała, muszę zwolnić, chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy, przewartościowanie uczuć, chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei, gdzieś pomiędzy wierszami, wielki spokój
skomentuj (0)

O świńskiej grypie i bombie witaminowej, filmach i rewolucji seksualnej 2009-11-07 17:42:32

Dopadło mnie jakieś przeziębienie. Jak na razie domowe sposoby, połączone z apapem i polopiryną, rutinaceą w końskiej dawce i chlorochinaldin dają pewne efekty. Funduję sobie bombę witaminową, dodatkowo okraszoną miodem, cebulą, czosnkiem i chrzanem. Jeśli do poniedziałku to wszystko nie postawi mnie całkiem na nogi, wybiorę się do lekarza.

 

czytogrypa
(test na: www.czytogrypa.pl)

 

Chrum, chrum, na szczęście to nie świńska grypa ;))

Ostatnie tygodnie minęły strasznie szybko. Czas goni i jakoś nie ma kiedy usiąść i napisać notki. Bo albo praca i praca, albo praca i przychodzi do mnie M. Oglądamy filmy, słuchamy reggae i eksperymentujemy w kuchni – naleśniki z mięsem, placki ziemniaczane (extended version) z grzybami i sosem słodko-kwaśnym, albo praca i totalne rozleniwienie. Przyszła jesień, zmiana czasu, mniej światła, ciepłe kluchy, ciepłe kapcie.

"my się nie chcemy bić my się chcemy całować a jeśli bomba to tylko witaminowa a jeśli rewolucja to tylko seksualna a jeśli tęsknota to tylko chwilowa taka na moment na sekundę"

 

Manifestacja

W międzyczasie byłem dwa razy na Śląsku i spotkałem się ze znajomymi. Przypadkiem w roli fotografa-reportera znalazłem się w Bytomiu podczas protestu przeciwko tworzeniu getta. Nie solidaryzuję się z jakąkolwiek organizacją czy partią polityczną, jednak wyrażał poparcie dla protestu i idei, która mu przyświecała.

 

manifestacja

Więcej zdjęć tutaj.

Dodatkowo była okazja spotkać się z kuzynem i jego żoną u babci. Rzadko się widujemy, ale można by to zmienić. Z kumplami jak zwykle wypad na coś z procentami. Po drodze była też impreza u Maćka, zakrapiana czystą i dobra pizza.

We wszystkich świętych znów Bytom, stare miejsca, cmentarze i znicze. 

"i tam zwykle chichraliśmy się w głos kiedy rosa łaskotała nas po stopach podsadzałem cię wtedy na wiśnię i stamtąd strzelaliśmy do wron a pestki to była nasza broń pestki to była nasza broń a pestki to była nasza broń a dom to schron był nasz bo gdzie było nam tak bezpiecznie jak tam"

 

Z pamiętników kinomaniaka...

Z filmów, które widziałem w ciągu ostatnich tygodni:

Czas cyganów – po prostu klasyk. Pośmiać się, zrozumieć sytuację, uronić łezkę i powiedzieć: po prostu coś magicznego i pięknego jest w filmach Emira Kusturicy.

Serafina – ciekawa opowieść o malarce, odkrywaniu pasji, pomocy innych, nadziei, niespełnionych marzeniach...

Wojna polsko-ruska – matriksowaty. Takie określenie pojawiało się w recenzjach i trudno się z tym nie zgodzić. Książkę czytałem już parę ładnych lat temu, więc teraz nie mogę napisać zbyt wiele. Na pewno sporo scen odwzorowanych niemalże dokładnie, plastycznie jak to było opisane u Masłowskiej, podobnie sobie niektóre wyobrażałem czytając książkę. Może gdyby nie ten grunt w postaci książki, film wydawałaby się totalnie schizowaty, dziwny, maksymalnie pokręcony, jak dla mnie niezłe kino po prostu wyróżniające się, po prostu inne od reszty polskich smutnych dramatów bez happyendu. Świetna gra aktorska dziewczyn. Rola Borysa po prostu 

33 sceny z życia – „to przejmująca i bardzo osobista opowieść o doświadczeniu, jakim jest śmierć bliskiego członka rodziny. O tym jaki ma to wpływ na rodzinę, jak dekonstruuje i bezpowrotnie zmienia życie wszystkich osób”. Smutny film.

Jasne błękitne okna - o przyjaźni, kłamstwie, dzieciach, o życiu, chorobie i śmierci. Momentami śmieszny, zaskakujący, ale także i smutny.

Adrenalina 2 - nie jest to ambitne kino, ale obejrzałem i miałem niezły ubaw po ciężkim tygodniu. Dużo krwi, strzelania i „napierdalania”. Do filmu muzykę napisał Mike Patton z Faith No More.

Next – kolejny film o ratowaniu świata przez superbohatera, który dodatkowo widzi kilka minut z przyszłości i jest w stanie zmienić bieg losu. Można zobaczyć, w ramach odskoczni od wiru pracy.

Niczego nie żałuję – Edith Piaf Ciekawy film biograficzny o Edith Piaf. Trudno się nie zgodzić z jednym z komentarzy na filmwebie: „Dla mnie Edith Piaf to przede wszystkim cudowna kobieta, miała ogromne serce, była bardzo wrażliwa, ufna, skromna miała w sobie tyle miłości do ludzi, świata, muzyki, życia, że trudno to pojąć (szczególnie gdy zna się jej bolesne doświadczenia). (…) imponuje mi jej brak manier i wybuchowość, bo żyła w czasach gdy wszystkie gwiazdy były tak nienaganne że aż sztuczne. Edith była sobą, była ordynarna, dziecinna, była wielką artystką bez kreacji, bez premedytacji.”

Bruno – smutna opowieść o... no własnie o czym? o kolesiu, który nie jest przystosowany do życia w społeczeństwie? Innym, chwilami nieodpowiedzialnym, a może po prostu chorym? Satyra, prześmiewczość, dużo sarkazmu, sporo momentów niesmacznych, czy wręcz obleśnych. Za dużo wibratorów i innych gadżetów, gadania o seksie analnym i mało śmiesznych wstawek, które nudzą i zniechęcają. Z dużą dozą cierpliwości trzeba dotrwać do końca, bo po paru momentach pojawia się pytanie: czy oglądać ten film do końca? Pewne rzeczy można zrozumieć, do pewnych trzeba mieć dystans. Do tego przejaskrawionego filmu trzeba mieć raczej to ostatnie. I nie wnikajmy tu w polską mentalność, poprawność polityczną. Myślę, że film miał wywołać kontrowersje i szok przez co twórcom nabić po prostu kasę. Dziwię się, że Bono i Sting pojawili się w końcowej piosence... hmmm, kasa?

W kolejce do zobaczenia czekają filmy: Rewolucja seksualna, Ptasiek i Woodstock

Muzycznie u mnie ostatnio:

  1. Ocean – Cztery
  2. Happysad – Mów mi dobrze
  3. Renton - Take-off
  4. Miles Davis - E.S.P

 


skomentuj (3)

Pieśń o Sobótce 2009-11-07 16:29:13

 

Sobótka

 

 

Niestety zmartwię wszystkich szukających informacji, czy analizy pieśni pt. „Pieśń świętojańska o Sobótce” Jana Kochanowskiego, albowiem nic tu na ten temat nie znajdą.

Znajdą natomiast zapiski z podróży, bowiem do tego uroczego miasteczka wybrałem się z koleżanką ze studiów na weekend, powiększony o dzień urlopu. Po pracy w czwartek, szybkim krokiem zmierzałem na centralny, by wsiąść do pociągu byle jakiego. Po 21 dotarłem do domu rodziców. Porozmawiałem z mamą, zjadłem kolację i trzeba było nabrać sił przed kolejnym, aktywnym dniem.

Wczesne wstawanie o 5 rano, prysznic, pakowanie i w drogę. Po szóstej pierwszy autobus, potem kolejny i tak kilka minut po siódmej byłem na dworcu w Katowicach. Kupiłem gazetę, koleżanka pojawił się chwilę potem i już zmierzaliśmy na peron, na który miał podjechać pociąg, którego nie było na tablicy rozkładów. Ciapąg widmo nadjechał, wsiedliśmy, zajęliśmy miejsca. Drogę umiliła pogawędka na temat jak to minęła organizacja tego spontanicznego wyjazdu, szybkie pakowanie i wczesne wstawanie, przyjrzałem się też mapce i poczytałem o lokalnych atrakcjach. Lusi oddała się lekturze książki Paulo Coelho, a ja sięgnąłem jeszcze po tygodnik, by nafaszerować się newsami sprzed paru tygodni.

We Wrocławiu kroki skierowaliśmy w stronę dworca PKS, skąd zabrał nas autobus do Sobótki, oddalonej o ok. 33,5 km od stolicy Dolnego Śląska. W autobusie jechała młodzież licealna, toteż było zabawnie i można by rzec wspomnienie starych czasów, bo „za moich czasów było inaczej”. Nie puszczało się empetrójek z komórek ;)

Po drodze minął szyld z nazwą sklepu „Nic nowego”, z czego mieliśmy ubaw. Niestety nie wiem czy był to sklep spożywczy, czy może antykwariat, ale nazwa była fajna.

Dotarliśmy do Sobótki koło południa, po wyjściu z busa, weszliśmy do Sanktuarium św. Anny Samotrzeciej, później na rynek i do Muzeum Ślężańskiego, w którym oprócz motyli, chrząszczy, wypchanych ssaków, czy ptaków można było poznać historię masywu Ślężańskiego i okolic, a ponadto zwyczaje i kult bóstw ludności zamieszkującej tę część Polski. Do restauracji Biała Dama udaliśmy się na przekąskę. Duża pizza, to było wyzwanie, któremu do końca w dwójkę nie udało się sprostać. Spora dawka tłuszczu i gruba warstwa sera trzymała mnie do późnych godzin wieczornych, dawno się tak nie objadłem. Po wyżerce udaliśmy się do Domu turysty pod Wieżycą, gdzie na całe szczęście był wolny pokój z łazienką. Zostawiliśmy rzeczy i udaliśmy się na Wieżycę. Niestety wieża widokowa na wysokości 415m n.p.m. jest czynna jedynie w soboty i niedziele (w sezonie?) toteż, pocałowaliśmy klamkę, tudzież dwie kłódki przy których duża pajęczyna świadczyła o nie otwieraniu drzwi wejściowych przez dłuższy okres..

Popołudniu zwiedzaliśmy okolicę i znów pochodziliśmy po miasteczku. Po zrobieniu zakupów wróciliśmy do Domu Turysty. Niestety zamiast grzanego wina, podano nam chłodny trunek, co wzbudziło falę szukania dziury w całym i pogorszenie humorów. Jeśli by doliczyć nie do końca poprawnie działającą spłuczkę (na szczęście, po wizycie Piotrka, spłuczki nie są mi straszne), jedynie dwa kanały odbierane przez telewizor, czy kaloryfer włączany na kilka godzin nocnych, ogólne zimno i głośnych sąsiadów z pokoju obok, to można by wyjazd zaliczyć do średnio udanych. Na szczęście, eliminacja tych detali i ogólne pozytywne nastawienie spowodowało, że nie było tak źle.

Następnego dnia zameldowaliśmy się w pensjonacie Pod Jeleniem w miasteczku. Warunki były podobne, ale najgorzej nie było. Trochę taniej, no i w samym centrum. Zostawiliśmy rzeczy w pokoju, przepakowaliśmy się i wyruszyliśmy w trasę. Przyjechaliśmy tu po to by zdobyć Ślężę.

Szczyt udało się zdobyć po przejściu sporego zalesionego odcinka. Parę fotek widokowych i odpoczynek w schronisku, z dodającym energię bigosem i piwem można było udać się w dalszą drogę. Zahaczyliśmy o wieżę widokową, z której widoki byłyby jeszcze lepsze, gdyby nie niebo osnute deszczowymi chmurami, z których co jakiś czas się lało.

Zachciało się nam jeszcze kluczyć parę godzin dodatkowymi szlakami, czarnym i niebieskim, które nie były dokładnie zaznaczone, ale na szczęście nie zgubiliśmy się w pustym lesie. Po zejściu ze szlaku dotarliśmy do Sobótki-Górki, gdzie znajduje się zespół klasztorny z XVI wieku, przebudowany w XIX wieku, obecnie wykorzystywany jako hotel. Tutaj pozwiedzaliśmy komnaty zamkowe i zjedliśmy obiad.

W deszczu przemaszerowaliśmy kilka kilometrów, aby znaleźć się w pensjonacie i odpocząć po całym dniu wędrowania. Orzeźwiający prysznic i pranie zabłoconych spodni, zimne miodowe piwo i telegapienie. Jeszcze wstąpiliśmy do restauracji na drinka i chwilę pogadaliśmy z pracownikami tego gościńca.

 

Wrocław

Następnego dnia było już tylko pakowanie rzeczy i podróż powrotna. Z Lusi zahaczyliśmy jeszcze o urocze zakątki Wrocławia i wpadliśmy do Sfinksa, aby zaspokoić głód. Jak w Kielcach zaskoczyła mnie wielkość porcji, tak we Wrocławiu przeraziłem się na ilość posiłku zaserwowanego w tej samej cenie. Parę pamiątkowych fot i bieg na pociąg...

Zdjecia z tego udanego weekendu można zobaczyć tutaj.


skomentuj (0)

Jeśli... 2009-10-16 08:38:01

Ostatnio poza nową płyta Kultu, męczę jeszcze uszy nową pop rockową płytą Dolores O'Riordan i dyskografią Michael'a Brecker'a.

W głowie się kotłuje ten fragment:
Jeśli zechcesz odejść - odejdź, jeśli zechcesz - wróć.  
Nic się przecież w nas nie zmieni przez te dni,
Wciąż tak samo serca będzie czas tęsknotą truć,
Świat - jak był - zostanie zły.

(Kazik Satszewski - Jeśli zechcesz odejść - odejdź)

i jeszcze parę innych fragmentów (w tym piosenka nr 1 i piosenka nr 2) też się pojawia pod kopułą.

Koleżanka po 3 latach związku zerwała zaręczyny i pogoniła swego chłopaka w diabły. W takich chwilach moje problemy, rozterki wewnętrzene, nieposkładane myśli są niemal nic nieznaczącą mgłą w labiryncie niedopowiedzeń.


skomentuj (0)
Księga Gości

Gemius - lider w badaniach Internetu
stat