Dopadło mnie jakieś przeziębienie. Jak na razie domowe sposoby, połączone z apapem i polopiryną, rutinaceą w końskiej dawce i chlorochinaldin dają pewne efekty. Funduję sobie bombę witaminową, dodatkowo okraszoną miodem, cebulą, czosnkiem i chrzanem. Jeśli do poniedziałku to wszystko nie postawi mnie całkiem na nogi, wybiorę się do lekarza.
Chrum, chrum, na szczęście to nie świńska grypa ;))
Ostatnie tygodnie minęły strasznie szybko. Czas goni i jakoś nie ma kiedy usiąść i napisać notki. Bo albo praca i praca, albo praca i przychodzi do mnie M. Oglądamy filmy, słuchamy reggae i eksperymentujemy w kuchni – naleśniki z mięsem, placki ziemniaczane (extended version) z grzybami i sosem słodko-kwaśnym, albo praca i totalne rozleniwienie. Przyszła jesień, zmiana czasu, mniej światła, ciepłe kluchy, ciepłe kapcie.
"my się nie chcemy bić my się chcemy całować a jeśli bomba to tylko witaminowa a jeśli rewolucja to tylko seksualna a jeśli tęsknota to tylko chwilowa taka na moment na sekundę"
Manifestacja
W międzyczasie byłem dwa razy na Śląsku i spotkałem się ze znajomymi. Przypadkiem w roli fotografa-reportera znalazłem się w Bytomiu podczas protestu przeciwko tworzeniu getta. Nie solidaryzuję się z jakąkolwiek organizacją czy partią polityczną, jednak wyrażał poparcie dla protestu i idei, która mu przyświecała.
Dodatkowo była okazja spotkać się z kuzynem i jego żoną u babci. Rzadko się widujemy, ale można by to zmienić. Z kumplami jak zwykle wypad na coś z procentami. Po drodze była też impreza u Maćka, zakrapiana czystą i dobra pizza.
We wszystkich świętych znów Bytom, stare miejsca, cmentarze i znicze.
"i tam zwykle chichraliśmy się w głos kiedy rosa łaskotała nas po stopach podsadzałem cię wtedy na wiśnię i stamtąd strzelaliśmy do wron a pestki to była nasza broń pestki to była nasza broń a pestki to była nasza broń a dom to schron był nasz bo gdzie było nam tak bezpiecznie jak tam"
Z pamiętników kinomaniaka...
Z filmów, które widziałem w ciągu ostatnich tygodni:
Czas cyganów – po prostu klasyk. Pośmiać się, zrozumieć sytuację, uronić łezkę i powiedzieć: po prostu coś magicznego i pięknego jest w filmach Emira Kusturicy.
Serafina – ciekawa opowieść o malarce, odkrywaniu pasji, pomocy innych, nadziei, niespełnionych marzeniach...
Wojna polsko-ruska – matriksowaty. Takie określenie pojawiało się w recenzjach i trudno się z tym nie zgodzić. Książkę czytałem już parę ładnych lat temu, więc teraz nie mogę napisać zbyt wiele. Na pewno sporo scen odwzorowanych niemalże dokładnie, plastycznie jak to było opisane u Masłowskiej, podobnie sobie niektóre wyobrażałem czytając książkę. Może gdyby nie ten grunt w postaci książki, film wydawałaby się totalnie schizowaty, dziwny, maksymalnie pokręcony, jak dla mnie niezłe kino po prostu wyróżniające się, po prostu inne od reszty polskich smutnych dramatów bez happyendu. Świetna gra aktorska dziewczyn. Rola Borysa po prostu
33 sceny z życia – „to przejmująca i bardzo osobista opowieść o doświadczeniu, jakim jest śmierć bliskiego członka rodziny. O tym jaki ma to wpływ na rodzinę, jak dekonstruuje i bezpowrotnie zmienia życie wszystkich osób”. Smutny film.
Jasne błękitne okna - o przyjaźni, kłamstwie, dzieciach, o życiu, chorobie i śmierci. Momentami śmieszny, zaskakujący, ale także i smutny.
Adrenalina 2 - nie jest to ambitne kino, ale obejrzałem i miałem niezły ubaw po ciężkim tygodniu. Dużo krwi, strzelania i „napierdalania”. Do filmu muzykę napisał Mike Patton z Faith No More.
Next – kolejny film o ratowaniu świata przez superbohatera, który dodatkowo widzi kilka minut z przyszłości i jest w stanie zmienić bieg losu. Można zobaczyć, w ramach odskoczni od wiru pracy.
Niczego nie żałuję – Edith Piaf Ciekawy film biograficzny o Edith Piaf. Trudno się nie zgodzić z jednym z komentarzy na filmwebie: „Dla mnie Edith Piaf to przede wszystkim cudowna kobieta, miała ogromne serce, była bardzo wrażliwa, ufna, skromna miała w sobie tyle miłości do ludzi, świata, muzyki, życia, że trudno to pojąć (szczególnie gdy zna się jej bolesne doświadczenia). (…) imponuje mi jej brak manier i wybuchowość, bo żyła w czasach gdy wszystkie gwiazdy były tak nienaganne że aż sztuczne. Edith była sobą, była ordynarna, dziecinna, była wielką artystką bez kreacji, bez premedytacji.”
Bruno – smutna opowieść o... no własnie o czym? o kolesiu, który nie jest przystosowany do życia w społeczeństwie? Innym, chwilami nieodpowiedzialnym, a może po prostu chorym? Satyra, prześmiewczość, dużo sarkazmu, sporo momentów niesmacznych, czy wręcz obleśnych. Za dużo wibratorów i innych gadżetów, gadania o seksie analnym i mało śmiesznych wstawek, które nudzą i zniechęcają. Z dużą dozą cierpliwości trzeba dotrwać do końca, bo po paru momentach pojawia się pytanie: czy oglądać ten film do końca? Pewne rzeczy można zrozumieć, do pewnych trzeba mieć dystans. Do tego przejaskrawionego filmu trzeba mieć raczej to ostatnie. I nie wnikajmy tu w polską mentalność, poprawność polityczną. Myślę, że film miał wywołać kontrowersje i szok przez co twórcom nabić po prostu kasę. Dziwię się, że Bono i Sting pojawili się w końcowej piosence... hmmm, kasa?
W kolejce do zobaczenia czekają filmy: Rewolucja seksualna, Ptasiek i Woodstock
Muzycznie u mnie ostatnio: